Od przyglądania się do zaangażowania

Na początku naszej drogi we wspólnocie szensztackiej głównie „braliśmy”. Czerpaliśmy z przykładu zaangażowania starszych stażem członków Ruchu – rodzin, matek, młodzieży. „Zazdrościliśmy” im – w pozytywnym znaczeniu tego słowa – czyli podziwialiśmy ich gorliwość, zaangażowanie, wiedzę, ale także zaufanie i wiarę, która z nich emanowała. Nasze zaangażowanie wtedy można było opisać słowami „dać szansę na wykazanie się innym”, czyli było mocno bierne i luźne.

Ale z czasem poznając lepiej Ruch, uczestnicząc w rekolekcjach, wdrażając stopniowo środki „wspomagające” nas w drodze do świętości (DPD, postanowienie szczegółowe, kierownictwo duchowe), zaczęliśmy czuć wewnętrzną potrzebę większego zaangażowania apostolskiego.

Nie jesteśmy dobrymi mówcami, nie lubimy publicznie występować (pamiętamy: „dajemy szansę innym”), ale takim naszym sposobem na apostolstwo stała się gorliwość i obowiązkowość. Staramy się uczestniczyć w spotkaniach, także ligowych, „18”, w pielgrzymkach majowych, dniach skupienia. Włączamy się w oprawę nabożeństw. Chcemy być z wspólnotą i zwykle jesteśmy,  choć czasem musimy się wzajemnie motywować. W ten sposób chcemy na swój oryginalny sposób „razem zapalać miłością świat”. Nasze temperamenty nie predysponują nas do wygłaszania wielkich mów, pięknych konferencji, czy wzruszającego dawania świadectwa „od serca”, ale próbujemy na swój sposób też działać, a czasem nawet się przemóc i coś publicznie powiedzieć.

Tak naprawdę chcemy, żeby „można było na nas liczyć”: w Kościele, w Ruchu i w Parafii. Jesteśmy pewni, że bez Szensztatu i wspólnotowego wzajemnego motywowania się do wzrastania w świętości, umacniania więzi, nasze zaangażowanie byłoby słabsze, pewnie bylibyśmy co najwyżej „letni”.

Ale dzięki Szensztatowi jesteśmy tu i teraz – radośni, silni i ufni w Bogu.

Nos cum Prole pia!

                                                                                                                  Mikołaj i Justyna